Górski stop cz. 4

Naszą decyzją był brak konkretnej decyzji. To znaczy – postanowiliśmy czekać na rozwój sytuacji. Mój stan zdrowia nie był aż tak tragiczny, żeby wzywać helikopter, a odwołać tak od razu pierwszą poważniejszą autostopową przygodę nie jest łatwo. Schronisko o nazwie “Bacówka pod Honem” zauroczyło nas niesamowitym klimatem i uprzejmością personelu. Porozmawialiśmy trochę z pracownikami (z którymi jest się na Ty) i dowiedzieliśmy się, że w Cisnej znajduje się punkt medyczny, a jak się nam poszczęści, to może nawet złapiemy lekarza pierwszego kontaktu. Uprzejma Pani, której imienia nie pamiętam zaproponowała, że zjedzie ze mną samochodem do punktu medycznego, a przy okazji dowiemy się, kiedy przyjmuje lekarz.

Jesteśmy już na dole i “punktem medycznym” okazuje się zwykłe mieszkanie, w którym żyją ratownicy medyczni. Dzwonimy raz.. cisza. Drugi – to samo. Piąty – bez zmian. Tak czekaliśmy około godziny, aż wreszcie ujrzeliśmy wjeżdżającą na podwórko karetkę, w której byli ludzie tak bardzo mi wtedy potrzebni. Przedstawiłem im moją sytuację i zostałem zaproszony do karetki na badania. Najpierw podstawy – osłuch płuc, gardło, i tak dalej. Czysto. Później robi się poważniej – ciśnienie krwi, EKG.

I tu zaczyna się robić ciekawie. Leżę spokojnie (a przynajmniej tak mi się wydaję) podczas badania EKG, następuje wydruk 1 świstka. Panowie spoglądają na siebie. “Jeszcze raz” – usłyszałem i moje ciśnienie w tym momencie na pewno wzrosło. W tym okresie życia miałem małe problemy z sercem, więc przez myśl mi przeszło, że być może “małe problemy” już wcale małe nie są, a ja tu po górach chcę chodzić. Znów spojrzeli na siebie“Zrób jeszcze raz”. Teraz przez głowę przechodzą mi najczarniejsze myśli. Widać już trzeci świstek i słyszę uspokajające “No, już jest dobrze, chyba się Pan zestresował, co?”. Nie, zrelaksowany jak nigdy byłem… Założono mi jeszcze jakieś dziwne urządzenie na palec, które – jak się okazało – mierzyło natlenienie krwi“A pali Pan?” – słyszę pytanie. “Nie, a czemu?” -“Bo saturacja jest niska”. Badanie zostaje ponowione i znów okazuje się, że wszystko jest w normie. Niepotrzebny stres. Medycy mają jeszcze mały kłopot z formalnościami, bo każdy pacjent musi podpisać kartę. Jako, że ja jestem niepełnoletni, to tę kartę musi podpisać osoba za mnie odpowiedzialna, czyli jeden z rodziców, których przy mnie nie ma. Po chwili namysłu i dyskusji ja sam ją podpisuję i słyszę diagnozę“Tak naprawdę, to my nie wiemy co to jest, wygląda to na początek jakiegoś zapalenia. Najlepiej, to jakby Pan wrócił do domu”. Dostaję jeszcze informacje dotyczące godzin przyjęć lekarza i wracam z powrotem do schroniska.

Razem z Oskarem ustalamy, że ja zostaję w Bacówce a on jutro wyrusza w drogę. W razie, gdyby mi się polepszyło – dojadę do niego autobusem i będziemy kontynuować przygodę. Nadchodzi wieczór i już czuję pierwsze symptomy – zaczyna boleć mnie gardło i lewe ucho. “No jasne” – pomyślałem. Wszystko stało się proste i oczywiste, tym bardziej, że objawy nasilały się z każdą godziną. Stwierdziłem, że odwiedzę jutro lekarza i wtedy zadecyduję.

Nastał dzień kolejny. Zjadłem śniadanie, a potem rozpocząłem moje powolne zejście w dół, które i tak skończyło się w pełni przepoconą koszulką. W sklepie kupiłem jeszcze czosnek, żeby w pełni walczyć z nabytą chorobą i stanąłem w kolejce do lekarza. Po kilku minutach byłem już oko w oko z Panią doktor i diagnoza była oczywista – zapalenie gardła. Zalecono mi wrócić do domu. A czemu tak się pocę? “Bo jak jest niska gorączka, to człowiekowi goręcej, a jak wysoka – to zimno”. Zapamiętam Pani doktór.

Nie mam zamiaru walczyć z rzeczywistością i decyduję się na powrót do domu. Informuję o tym Oskara, od którego dowiaduję się, że spotkał na szlaku znajomego z Ełku i nawet ma transport powrotny. Ja za to ogarniam autobusy do Rzeszowa i pociągi do Iławy. Jutro pobudka o 5 rano. Mój stan znów się pogarsza, zaczynam mocno kaszleć, nie za bardzo mogę się wypowiadać. Na szczęście szybko zasypiam, równie szybko wstaje i zanim się obejrzałem wchodziłem już do pociągu relacji Rzeszów – Gdańsk (wcześniej zapłaciwszy za nocleg, rzecz jasna!)

Czas na refleksje – czy było warto? Całe to kompletowanie sprzętu, stres mój i rodziców, przygotowania… Otóż było, bo wiele się podczas tego wyjazdu nauczyłem. Przede wszystkim chodzi o wiedzę typowo autostopową – już wiem, czego do plecaka nie wkładać, gdzie nie stać i że ciuchów bierze się zawsze za dużo. Jak gość drapie się “w okolicach” to niekoniecznie zostaniesz zaraz zgwałcony, może on po prostu potrzebuje do toalety. Poza tym – samodzielność. Czasem jest bardzo fajnie, a czasem masz doła życia i nikt Ci nie pomoże w przeżywaniu tych emocji (zakładając, że jedziesz sam/a lub partner też ma się nie najlepiej). Lub inaczej – nic nie pomoże Ci tak jak widok zatrzymującego się samochodu. Bez względu na to co się dzieje – z każdej sytuacji jest wyjście, a ludzie – nawet nieznajomi – są pomocni. No i główny wniosek – nigdy nie rób nic mimo wszystko. Trochę tak wyglądał mój wyjazd – byłem 3-4 dni po chorobie, nie do końca doleczony, ale stwierdziłem, że “jak nie teraz, to kiedy” i wyruszyliśmy, bo szkoda by mi było tych wszystkich dni spędzonych na przygotowaniach, rozmowach i kompletowaniu sprzętu. W rezultacie przygoda zakończyła się tak, jak się zakończyła. Mimo wszystko – jestem zadowolony 🙂

 

STOPÓW: 5

DNI: 4

PRZYGÓD: DUŻO

WNIOSKÓW: JESZCZE WIĘCEJ

PLN: ~140 (głównie bilet powrotny i noclegi)

IMG_2619

PS. W następnych relacjach na pewno ujrzycie więcej zdjęć. Mieliśmy aparat, ale skupiliśmy się na tym, żeby przetrwać 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s